Projekt denko #2 – Tołpa, Reprintic, Lucky Scruff, Yasumi, Marvis

Ktoś powie, że to zadziwiające ile kosmetyków przewija się przez łazienkę współczesnego i świadomego mężczyzny (brodacza tym bardziej). To dobrze, że dziś faceci wiedzą jak ważna jest higiena osobista i sami interesują się tematem męskiej pielęgnacji. Co prawda nasze półki w sklepach nadal zajmują tylko 1/10 tego do półki z damskimi kosmetykami to jednak mamy do wyboru sporo różnych produktów do pielęgnacji ciała, twarzy, brody czy tatuaży. Dziś w projekcie denko nr 2 pojawią się takie marki jak Tołpa, Reprintic, Yasumi czy Lucky Scruff. Zapraszam !

Lucky Scruff Pine Tar Soap

źródło: dobrody.pl

Lucky Scruff to amerykańska marka z siedzibą w Nashville, TN która zajmuje się produkcją kosmetyków dla brodaczy – mydeł, olejków, wosków itd. Produkcja ta odbywa się ręcznie, a składniki są w 100% naturalne. Mydło, którego miałem okazję używać przeznaczone jest głównie do brody, ale można stosować je też do rąk czy twarzy co też z powodzeniem czyniłem. Składniki mydła mieszane są ręcznie po czym wytwarzane w procesie „na ciepło”, a co za tym idzie to bardziej lita konsystencja i grubsza „skórka” mydła (mydło ciemniejsze na zewnątrz). W skład mydła wchodzą np. olej kokosowy, olej palmowy, oliwa z oliwek, olej rycynowy, olejki eteryczne i smoła drzewna. Mydło dobrze się pieni, piana jest gruba, a broda dobrze oczyszczona i puszysta. Zapach mydła określiłbym jako leśny z nutą właśnie tej smoły drzewnej. Mydełko długo zużywałem (co prawda z przerwami) ale jest bardzo wydajne jeśli odpowiednio się je przechowuje (np. na gąbce). Cena w kraju za kostkę 130 g to jakieś 68 zł, co czyni to mydło chyba najdroższym jakie używałem. Nie mówię, że to złe mydło ale cena odstrasza, a jednak nie każdy będzie w stanie zakupić sobie mydło za 70 zł. Mydło plus, cena minus.

tołpa: dermo men sensitive

Łagodzący krem nawilżający tołpa nabyłem trochę przypadkiem ponieważ któregoś razu po zastosowaniu pewnego kosmetyku do pielęgnacji twarzy (teraz nie pamiętam co to dokładnie było) na skórze wyszły mi jakieś piekące czerwone plamy. Udałem się do drogerii i sięgnąłem po pierwszy krem z napisem łagodzi zaczerwienienia, wspomaga regenerację. Padło na tołpę i w sumie nie żałuję. Krem szybko spełnił swoje zadanie i zniwelował pieczenie oraz zaczerwienienie skóry. Potem stosowałem go dalej jako krem na dzień. Ma całkiem przyjemną kremową konsystencję, dosyć szybko się wchłania, a jego zapach jest neutralny. Producent zapewnia, że nie ma tu parabenów, oleju parafinowego i silikonów. Co więcej, krem jest hipoalergiczny. W składzie z ciekawszych rzeczy znajdziemy np.
sól aluminiową oktenylobursztynianu skrobi, glicerynę, ekstrakt z torfu, ekstrakt z pszenicy, wyciąg z bawełny, wyciąg z bluszczu, wyciąg z arniki górskiej, mentol itd. Krem znajduje się w aluminiowej tubie o pojemności 40 ml. Koszt to ok 24-26 zł, więc nie jest to specjalnie dużo. Krem w moim przypadku zadziałał jak trzeba i spokojnie mogę go polecić dla osób z wrażliwą, skłonną do podrażnień skórą.

Reprintic Color Protect

Reprintic Color Protect to krem ochronny do codziennej pielęgnacji tatuaży. Jego zakup również był spontaniczny jako że skończyłem używać masło od Loveink, sięgnąłem w aptece po pudełko z kolorowym piórkiem (obrazek mnie przyciągnął). Nie mam na skórze kolorowych dziar, ale czarny to w sumie też kolor, więc używałem kremu codziennie przez jakiś czas aby sprawdzić jego działanie na skórę i dziaby. Krem dozujemy za pomocą funkcjonalnej pompki (plus za opcję open-stop). Jest kremowy, łatwo się rozciera, bez oporu i nawet ładnie się wchłania… Zapach delikatny, kosmetyczny. W składzie znajdziemy witaminy A i E, sok z drzewa smocza krew, mix olejów lnianego, monoi i z pestek róży. Nie do końca potrafię określić czy zauważyłem różnicę w intensywności barwy moich tatuaży, ale na pewno ich stan się nie pogorszył. Stosowałem już kilka produktów do pielęgnacji dziar i jedyna rzecz jaka mi przeszkadzała, podobnie jak w przypadku produktów od Easy Tattoo (nie, o nich nie pisałem na blogu), to fakt iż krem czasami dziwnie wysychał na skórze i jakby się kruszył, przez co uczucie nawilżenia skóry znikało bardzo szybko. Niby nie jest zły, ale miałem okazję używać lepszych. Tak czy siak za tubę z pompką o pojemności 100 ml zapłacimy średnio 20-30 zł.

Marvis Jasmin Mint Toothpaste

źródło: apothecary4men.com

Marvis to włoska marka produkująca… pasty do zębów i to nie byle jakie pasty. Producentem jest bowiem Ludovico Martelli. Nazwisko to na pewno rings a bell fanom marki Proraso (tak, ten pan jest jej założycielem). W ofercie past mamy kilka całkiem pojechanych kompozycji zapachowych. Ja zdecydowałem się na jaśmin i miętę, ale dostępne są też np. strong mint, cinnamon mint, ginger mint itd. Pasta wychodzi w plastikowej tubie o pojemności 85 ml. Posiada fajną oldschoolową zakrętkę. Zapachowo jest  super, smak który wybrałem był bardzo intensywny (na początku nawet zbyt intensywny), ale szybko się przyzwyczaiłem. Pasta jak to pasta spełniała swoje podstawowe funkcje. Bajerą jest jednak jej smak/zapach i opakowanie. Stąd za tubkę musimy zapłacić 21 zł.

źródło: sc02.alicdn.com

Yasumi M°1 Cleansing Gel + M°2,5 Barber Oil

Z marką Yasumi spotkałem się dopiero niedawno i w sumie żałuję, że nie znałem jej wcześniej. Kilka miesięcy temu otrzymałem prezent – zestaw kosmetyków Yasumi z linii dla mężczyzn (M°). W jego skład wchodził olejek do brody, żel do kąpieli 3 w 1 oraz kremowy żel po goleniu i do twarzy (ten ostatni jeszcze testuję). Cleansing Gel, który już skończyłem to żel pod prysznic przeznaczony do mycia ciała, twarzy, włosów, a nawet brody. O ile nie jestem fanem kosmetyków typu X w 1 to bardzo spodobał mi się ten produkt Yasumi. Żel sprawdził się zaskakująco dobrze zarówno jako szampon do włosów czy ciała. Pomimo składu raczej bez fajerwerków bardzo dobrze czyścił i odświeżał pozostawiając skórę nawilżoną i pachnącą. Zapach kosmetyków męskich Yasumi to ich wielka zaleta. Woń wytaczająca się z opakowania jest delikatna, męska i naprawdę świeża. Kompozycja zapachowa składa się z nut drzewnych korzeni i żywicy z lekką i zaskakującą wonią owoców cytrusowych. Za tubę 150 ml trzeba zapłacić 29 zł. Co do olejku Barber Oil to korzystałem z niego w domu i w barber shopie. Wygląda niepozornie w tej przezroczystej buteleczce z minimalistyczną etykietą, ale muszę przyznać że robi robotę. Bazą są oleje macadamia i ze słodkich migdałów. W składzie znajduje się również innowacyjny składnik APISCALPTM, który nawilży skórę oraz zlikwiduje uczucie świądu i łuszczenia. Olejek pachnie równie świeżo co żel, a jednym z efektów jego działania jest błyszcząca i zdrowo wyglądająca broda. Za butelkę 30 ml trzeba zapłacić 39 zł.

I to tyle w tym artykule. Jeśli używaliście któregoś z powyższych kosmetyków koniecznie podzielcie się swoją opinią na jego temat. Dodatkowo zapraszam do polubienia mojego profilu na Facebooku i Instagramie oraz do subskrypcji kanału na YouTube.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.