Płynnie przechodzimy do kolejnego wpisu na temat kosmetyków marki OSMO Hair. W poprzednim poście omawiałem dla was trzy pomady do włosów. Dziś na warsztat wziąłem dwie kolejne – Fibre Paste i Matt Clay Extreme oraz piankę Extreme Volume. Zapraszam do lektury!
OSMO Extreme Volume (Mega Styling Foam) – pianka do włosów

Mega Styling Foam od OSMO to lekka pianka stylizująca, której celem jest dodanie włosom objętości i chwytu. Produkt mieści się w granatowej butelce o pojemności 245 ml. Aplikuje się go za pomocą pompki. Przed użyciem należy porządnie wstrząsnąć. Pianka jest biała, puszysta i pachnie połączeniem cedru, lawendy i paczuli. Aplikacja na włosy jest banalnie łatwa i przyjemna. Osmo Foam to prestyler, więc wcieramy go w wilgotne włosy, a następnie suszymy. Produkt ma raczej lekki chwyt ale za to daje dużo objętości i włosy są po nim matowe. Sprawdzi się fajnie jako baza pod produkt końcowy lub jako kosmetyk solo do mega luźnych fryzur, gdzie wymagana jest dodatkowa objętość. W składzie z ciekawszych rzeczy znajdziemy: olej sojowy, który wygładza włosy, ekstrakt z ryżu siewnego, który nawilża i glicerynę. Pianka od OSMO jest bardzo wydajna.



OSMO Matte Clay Extreme – glinka do włosów

OSMO Matte Clay Extreme to sucha, teksturująca glinka do włosów o chwycie na poziomie 5/6 i matowym wykończeniu. Mieści się w aluminiowej puszce z gwintowaną zakrętką, którą możecie kojarzyć choćby z kultowego Beach Boya i jemu podobnych. Ta jest jednak nieco ładniejsza bo czarna z kontrastującymi czerwonymi napisami i tłoczonym logo na wieczku. Sam produkt to ziemista/beżowa pasta, którą łatwo się wybiera ale już nie tak łatwo aplikuje. Pomada jest nieco sucha i może ciągnąć włosy (szczególnie dłuższe). Pachnie bardzo świeżo melonem lub arbuzem i całkiem mi się podoba. Pasta daje przyzwoity mat na włosach ale akurat u mnie średni chwyt. Natomiast na krótszych fryzurach jak crop czy quiff, a nawet warrior cut sprawdzi się super. Wtedy chwyt znacząco wzrasta. Zmywanie też ok. A w składzie głównie woda, woski i glinka kaolin oraz bentonitowa. Glinka OSMO to fajna opcja do krótkich i mocno poszarpanych fryzur.




OSMO Fibre Paste – pasta włóknista

OSMO Fibre Paste to w końcu rasowa pasta włóknista i to nie tylko z nazwy. Jest zadaniem jest dodać objętości i ujarzmić włosy nadając im lekki połysk. Chwyt wg producenta to 5/6. Pasta mieści się w podobnej 100 ml aluminiowej puszcze ale kolorem kontrastującym jest żółty. Fibre Paste jest nieco lejąca i przypomina trochę gumę do włosów. Nieco połyskuje i przelewa się. Jest też włóknista i klejąca. Jak już wspominałem nie jestem totalnie fanem gum, siateczek i pająków ale może zbyt sceptycznie do niej podszedłem z początku. Pasta ma w sobie coś ciekawego bo o ile nadal nie lubię jej włóknistej konsystencji to na włosy nakłada się bardzo łatwo i włosy są po niej bardzo gładkie i jakby nawilżone. Do tego fajnie pachnie bo cytrusami. Chwyt znów wpadł u mnie średnio więc zakładam, że na włosach krótszych złapie lepiej. Odnoszę też wrażenie, że w moim przypadku zamiast objętości uzyskałem swego rodzaju dociążenie włosów, więc być może jeśli ktoś ma puszące się włosy to Fibre Paste fajnie je nawilży i wygładzi. Zmywa się wporządku.




Podsumowanie
Podsumowując, znacie już kolejne produkty OSMO Hair. Myślę, że pianka jest warta uwagi jeśli ktoś lubi tego typu kosmetyki. Jest spora pojemność, wydajność, ładny zapach i obiecany efekt. Pasta matująca najlepiej sprawdzi się do krótkich poszarpanych fryzur, a jeśli ktoś ma problem z suchym i puszącym włosem, chce go trochę dociążyć i nie przeszkadza mu lekki błysk to Fibre będzie dobrym wyborem. Każdy z wymienionych tu produktów kosztuje 55 zł, więc nie jest to dużo. Polecam sprawdzić też ofertę dla salonów fryzjerskich i wpaść po swoje sztuki do sellfryz.pl. A który produkt OSMO z tych 6 testowanych najbardziej się wam spodobał? Dajcie znać.